Nowości

Przebiegłam Maraton!😃 i tym samym spełniłam jedno z moich marzeń!

28.09.2020

Tak, na zdjęciu to ja po przebiegnięciu 42 km 😀

Czy było warto przebiec maraton? Ile trenowałam przed maratonem? Czy warto stawiać sobie cele? Czy były chwile zwątpienia?

Po pierwsze pamiętaj, że nie jestem sportowcem ani doradcą sportowym – wszystko to co tutaj napiszę to wyłącznie moje doświadczenie i niekoniecznie sprawdzi się u Ciebie. Zawsze przed podjęciem decyzji o jakimś większym wysiłku fizycznym (np. maraton) warto poradzić się kogoś kompetentnego w tej dziedzinie, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Mój artykuł na celu pokazanie Ci jak może wyglądać przygotowanie aby przebiec maraton w przypadku kogoś, kto nie zajmuje się bieganiem na co dzień, czy przebiegnięcie maratonu jest łatwe, dlaczego warto wyznaczać sobie duże cele i co według mnie jest najważniejsze w realizacji celu.

Tak więc jak wyglądały moje przygotowania do 42. Maratonu Warszawskiego?

Maraton chciałam przebiec od dawna, ale zawsze kwestia pozostawała w strefie dalekich planów i marzeń. Od zawsze przebiegnięcie Maratonu kojarzyło mi się z czymś nie do osiągnięcia. Czytałam mnóstwo artykułów osób, dla których przebiegnięcie maratonu było przełomem w życiu – czymś co pokazało im, że wszystko jest możliwe. Coś w moim postrzeganiu „królewskiego dystansu”- jak bywa często nazywana odległość maratonu 42,195km – zmieniło się po przeczytaniu rewelacyjnej moim zdaniem książki Scotta Jurka – Jedz i biegaj. Scott Jurek to mający polskie korzenie ultramaratonista, który pobił ogromną ilość rekordów na dystanse mające kilkaset kilometrów lub nawet 3540km (z ciekawości ten bieg trwał 46 dni 8 godzin i  minut). Czytając o takich kosmicznych jak dla mnie odległościach do przebiegnięcia nabrałam przekonania, że te 42km to przecież nic takiego strasznego – dla takiego Scotta to pewnie rozgrzewka;) i od tego momentu zaczęła we mnie kiełkować myśl, że dam radę pokonać ten królewski dystans.

 

Jednak mimo tego przez kilka miesięcy a może i lat nic się nie stało. Nie podjęłam żadnej konkretnej decyzji. Nie zapisałam się na maraton, nie biegałam. Ponieważ na co dzień ćwiczę crossfit, a treningi do maratonu powinny być typowo biegowe, nie zaliczam tego wysiłku fizycznego jako trening typowo pod maraton. Aż pierwszego dnia sierpnia, kiedy moim oczom ukazał się nagłówek 42. Maratonu Warszawskiego postanowiłam – zapiszę się na Maraton i go przebiegnę. I niewiele myśląc, idąc za moim postanowieniem sprzed chwili opłaciłam start w maratonie. Co za tym idzie, na przygotowania miałam jedynie dwa miesiące bez kilku dni ale wiedziałam już, że są osoby, którym udało się przygotować do maratonu od zera w 8 tygodni, 6 a nawet w 4 tygodnie – byłam więc dobrej myśli (dla zainteresowanych, na YouTube można znaleźć przykłady wielu osób które przygotowały się do Maratonu w tak krótkim czasie).

Plan

Wiedząc, że nie mam pojęcia jak się przygotować do maratonu skorzystałam z planu podanego na tej stronie. Jest to gotowy plan do wydrukowania – spodobał mi się przez swoją prostotę. Aby plan nie przerażał, użyłam swojej lewej półkuli i przekalkulowałam, że to tylko 8 tygodni razy 4 treningi, czyli „tylko” 32 treningi i będę przygotowana na maraton. Czy to dużo? W chwili kiedy tak podeszłam do sprawy – 32 treningi to przecież niewiele – podeszłam do tego z pewnością, ze uda mi się regularnie wykonywać większość z nich. Jak pokazała praktyka, nie stosowałam się do planu w pełni – wykonałam około 70% podanych tam treningów. Każdy trening był dla mnie swego rodzaju wyzwaniem, ponieważ nie należę do osób, które idą biegać dla przyjemności. Treningów nie ułatwiały też sierpniowe tegoroczne upały, ale jak się później okazało – sam maraton przyszło mi biegać w jeszcze trudniejszych warunkach, więc nie było co zrażać się upałem.

 

Co może też ważne, biegałam już kiedyś w Runmageddonach (bieg na 12km z 50-60 przeszkodami na drodze typu przepłynięcie przez jakiś odcinek, przeprawy w błocie, skakanie przez ogień i inne wymyślne przeszkody;)) i w kilku tego rodzaju imprezach więc myślałam, że Maraton będzie czymś podobnym – nic bardziej mylnego. Ale co mi pomogło to udział w półmaratonie na miesiąc przed 42. Warszawskim Maratonem. Półmaraton również biegłam w nocy i bezproblemowe przebiegnięcie tych 21 kilometrów jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że sam maraton też nie będzie taki zły (to „tylko” 2 razy większy dystans).

 

Ze względu na reżim sanitarny w kraju związany z koronawirusem, uczestników biegu podzielono na 4 grupy po 250 osób (mnie przypadło biegać w drugiej turze – jedynej, która biegła w środku nocy). Tak więc rozpoczęłam bieg w nocy z soboty na niedzielę równo o północy. A to prognoza pogody na noc kiedy miałam wystartować w Maratonie. Jak widać nie napawała optymizmem.

I niestety prognoza pogody sprawdziła się w 100%. Przez zdecydowaną większość czasu deszcz kropił, padał lub była po prostu ulewa, a momentami bez deszczu można się było delektować może łącznie przez niecałą godzinę biegu.

Czy było ciężko? Na jakie etapy mogłabym podzielić bieg?

Pierwsze 15 kilometrów biegło mi się naprawdę znakomicie. Mimo tego, że już od pierwszych kilometrów biegu nie było na nas nawet suchej nitki to emocje, dobre tempo i pozytywne nastroje wśród innych sprawiły, że można by powiedzieć – delektowałam się każdym kilometrem. Z czasem zaczęło mi być coraz zimniej (13 stopni, deszcz, wiatr i brak nieprzemakalnych ubrań zrobiły swoje) i biegało się coraz ciężej. Odezwała się również stara kontuzja kolana, bo cały bieg był na twardym podłożu – biegaliśmy przez centrum Warszawy. Od około 30. kilometra każdy kolejny krok był walką – ból w połączeniu z zimnem i nieustającym deszczem. W mojej głowie biły się myśli: „biegnij szybciej, żeby to szybciej się skończyło” z myślą: „nie mogę biec szybciej z powodu bólu”.

Nieoczekiwana pomoc

Kiedy już prawie nie mogłam biec z bólu, nieoczekiwanie jedna z biegaczek zaproponowała mi rozgrzewającą maść – zadziałała po około godzinie dzięki czemu ostatnie kilometry maratonu mogłam pokonać w ciągłym biegu. Inny maratończyk, który biegł już ostatnie okrążenie oddał mi na czas maratonu swoją kurtkę, żebym chociaż trochę się ogrzała a kolejny maratończyk – czapkę z daszkiem, którą mam zresztą na zdjęciu, dzięki czemu krople deszczu nie wpadały mi do oczu i łatwiej było kontynuować bieg. Jeśli któraś z tych osób czyta ten artykuł – bardzo Wam dziękuję za taką bezinteresowną pomoc! Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile to dla mnie znaczyło w tej chwili!

 

Ostatnie kilometry udało mi się pokonać w ciągłym biegu i ukończyłam maraton z wynikiem 5 godzin i 51 minut. Czy to dobry wynik? Patrząc na ogół wyników to nie – ale moim celem było pokonanie 42km w czasie poniżej 6 godzin i cel ten udało mi się osiągnąć pomimo tragicznych warunków pogodowych, do których byłam całkowicie nieprzygotowana (Maraton uważa się za ukończony jeśli przebiegnie się go w czasie poniżej 6 godzin i 30 minut). Czy wynik byłby lepszy gdyby nie ulewa? Myślę, że tak ale nie ma to dla mnie większego znaczenia. Jedno jest pewne – ta noc zostanie w mojej pamięci na całe życie a pogoda, która była tej nocy na pewno jeszcze bardziej uwieczniła ten moment.

Wnioski

Czy uda się przygotować do Maratonu w 8 tygodni? Zdecydowanie tak. Czy warto przebiec Maraton dla samego siebie, nawet jeśli czas pokonania dystansu nie jest zbliżony do czołówki zwycięzców? Moim zdaniem zdecydowanie tak! Widząc na linii startu i podczas biegu osoby starsze, które miały nawet ponad 70 lat, a mimo to wyznaczyły sobie cel przebiegnięcia maratonu jeszcze bardziej można sobie uświadomić, że wiek to tylko stan umysłu! A takie osoby są niesamowitym przykładem dla innych, niejednokrotnie młodszych osób.

Warto też pamiętać o tym, że dla każdej osoby która ukończyła maraton jest to inne doświadczenie. Widząc z pozoru zdrową osobę, nie wiemy co przeszła w życiu. A może miała wypadek, po którym lekarze powiedzieli, że nigdy nie będzie w stanie chodzić? Może jakaś osoba zaczynała od punktu, w którym nie była w stanie przebiec 500 metrów? Nie znamy historii takich osób, więc dla mnie każda osoba, która przystąpiła do maratonu jest zwycięzcą dla samego siebie. Napotkałam też osoby, dla których był to osiemdziesiąty lub nawet setny maraton w życiu. Czy te osoby biegały po to, żeby dostać się na podium? Nie! Chciały być coraz lepsze DLA SIEBIE – i to była ich główna motywacja. Stawać się z dnia na dzień coraz lepszą wersją siebie – można to wykorzystać nie tylko w sporcie ale w całym życiu – jest to jedno z moich życiowych motto.

Czy zmieniłabym coś w kwestii przygotowania? Na pewno po tym doświadczeniu bardziej przygotowałabym się do warunków pogodowych, które mogłyby mnie spotkać na trasie, co poprawiłoby komfort biegania a co za tym idzie czas pokonania maratonu. I oczywiście im dłużej trwa okres treningów tym lepiej, więc jeśli masz możliwość przygotowywania się dłużej niż 2 miesiące na pewno będzie Ci łatwiej podczas samego Maratonu.

Ale co jest moim zdaniem najważniejsze?

Zdecydowanie – nastawienie psychiczne. To jest moim zdaniem najważniejsza rzecz w przygotowaniach – uwierzyć w to, że pokona się ten dystans. Pamiętam świetny cytat, którego autorem jest Henry Ford: „Jeśli uważasz, że coś potrafisz to masz rację, jeśli uważasz, że czegoś nie potrafisz, to także masz rację”. Słowa te ukazują ponadczasową prawdę, że wszystko jest w naszej głowie. Czy było jakieś wyzwanie, z którym myślałeś, że sobie nie poradzisz? Spróbuj najpierw przerobić ten temat w głowie – wyobraź sobie, że właśnie pokonujesz to wyzwanie z radością i zadowoleniem! Utrzymuj w swoim umyśle ten obraz tak długo, aż uwierzysz w to, że dasz radę!

Dla jednych takim wyzwaniem może być maraton, dla innych dostanie się na wymarzone studia, napisanie egzaminu na określony wynik czy też jakikolwiek inny cel w życiu. I co jest piękne, jeśli raz uwierzysz, że Ci si uda – i faktycznie tego dokonasz – kolejne wyzwania życiowe będą znacznie łatwiejsze do pokonania!

Jeśli ten tekst w jakikolwiek sposób Cię zainspirował, dodał motywacji albo sprawił, że jeszcze bardziej uwierzysz w siebie albo wyznaczysz sobie jakiś nowy cel – jestem przeszczęśliwa! Jeśli chciałbyś podzielić się ze mną swoimi odczuciami, możesz napisać komentarz albo napisać do mnie prywatną wiadomość.

I pamiętaj! Wszystko zaczyna się w głowie!:)

2 Responses

  1. Wow. Świetna historia, dzień do zapamiętania, inspiracja! Przeczytanie całego tekstu dodaje mi wiary w siebie, aż mam ochotę wyznaczyć sobie nowy cel i stać się jutro lepszą osobą niż jestem dzisiaj. Super. Gratulacje! Mam nadzieję, że taka zła pogoda tylko dodatkowo Cię zahartuje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się na newsletter

Odbierz bezpłatny poradnik!

Jak się uczyć?

O tym jak dzięki małym zmianom dokonać przełomu w nauce?